Rudzik Remus

Rudzik Remus

Życie rodzinne

Całe gniazdo na mojej głowie, nawet napisać posta nie mam czasu. A Remus siedzi i czyta swojego bloga. Na początku to się nawet cieszyłam, nie przeszkadzałam, miałam nadzieje, że sobie coś przypomni, ale nie. Kiwa głową, czasem zaświergoli: „ale miałem ciekawe życie” i tyle. Chociaż dobrze, że mnie zaczął rozpoznawać. Raz go z sąsiadką przyłapałam, wyobraźcie sobie, jak jej czułe słówka szeptał, a ta ździra zachwycona robiła słodkie oczy. Tak chorobę bezczelnie wykorzystać! Wiem, że to nie jego wina i myślał, że to ja, ale mnie poniosło. Takie mu wciry dałam, że mnie raz na zawsze zapamiętał i więcej się już nie myli. Czasem tylko zapyta: „Zośka, to ty?”. Zaczynam się martwić, że od tego uderzenia w przystanek, wzrok mu się popsuł. I przy pisklętach żadnej wyręki. Jedyne, do czego go nie trzeba było zachęcać to robienie jaj.

Tekst: dr Jarosław K. Nowakowski

0